Folkowa poczta Folkowa.art.pl - strona główna
Artykuly
Recenzje
Zespoly
Bazar
MP3
Forum
Chat
Linki












Pierwsza lista stron folkowych.

Listinus Toplisten





Folkowe Recenzje

Leje Na Pokład "Lejki.com"

Utwory : 1. Health to the company 2. Pociągnij ją 3. Panna z Aughrim 4. En filant ma quenouille 5. Piekielny rejs 6. Zwisając z rej 7. Szanta śledziowa 8. Płyniemy na Horn 9. John Calaka 10. Barmanka 11. Pieśń powrotów 12. Erile 13. Megi 14. Ma kobita 15. Hej chłopaki Bonus: 16. Parostatek
Wyd. Leje Na Pokład 2007

Leje Na Pokład "Lejki.com"
Podziel sie ze znajomymi :
wykop.pl

Pięć lat koncertów na wielu scenach, to całkiem sporo. Od tylu już lat swoim śpiewem raczy słuchaczy tyska grupa Leje na Pokład. Tu jeden z zespołów, które upodobały sobie śpiewanie piosenek żeglarskich a cappella, w oparciu o wielogłosowe harmonie rodem z amerykańskiej muzyki gospel.
Historia takiego śpiewania jest w Polsce dość długa i zawiła, nie ma więc sensu poświęcać jej za wiele czasu. Przejdźmy do muzyki.
Popularne Lejki raczą nas piętnastoma kompozycjami (plus bonus), z których część to utwory oparte o tradycyjne, folkowe pieśni. Pozostałe napisali członkowie zespołu.
Na przywitanie otrzymujemy miłą niespodziankę w postaci oryginalnej, anglojęzycznej wersji pieśni "Health to the company". Dla mnie to rewelacja! Mimo nieco zbyt "studyjnego" brzmienia ta piosenka bardzo pozytywnie nastawiła mnie do zespołu i płyty.
"Pociągnij ją" to w pewnym sensie cover starej piosenki grupy Tonam & Synowie. W pewnym sensie, bo wbrew temu co możemy przeczytać na okładce Bogdan Kuśka nie napisał tej melodii, a jedynie polskie słowa. Melodia to klasyczna szanta "Sally Rocket". W natłoku wokalnej gimnastyki zabrakło tu nieco miejsca na ogień, który towarzyszył polskiemu pierwowzorowi.
Krótka pieśń "Panna z Aughrim", to jeden z najciekawszych utworów na płycie. Przywodzi na myśl stare pieśni. Ogólne wrażenie jest tu bardzo dobre.
Wokalne zespoły szantowe lubią czasem zanucić coś z Francji lub z Bretanii. Lejki śpiewają "En filant ma quenouille". Ładne to i całkiem miło wpasowuje się w muzyczne zawijasy kojarzące się z krajem nad Loarą. Ale o co chodzi w słowach? Nie mam pojęcia, ale ważne że ładnie, mam tylko nadzieję że nie śpiewają tam, że "recenzenci to żule".
"Piekielny rejs" prowadzi nas do Irlandii. Gdyby chórki nie zakłócały głównego wokalu, byłoby lepiej, ale i tak idzie zrozumieć o czym śpiewają.
Wesoła pieśń "Zwisając z rej" to dla mnie wizytówka zespołu. Jest tu trochę poczucia humoru, wokalne zabawy i całkiem fajny, choć nieco trywialny pomysł na aranżację. Czyli w pewnym sensie idealna średnia z tego albumu.
Kolejny cover, to "Szanta śledziowa" z repertuaru Czterech Refów. Swego czasu przerabiał ten utwór białostocki zespół The Pioruners. Muszę przyznać, że wersja Tyszan bardziej mi pasuje.
Wspomniałem już coś o poczuciu humoru? Czasem troszeczkę chłopaków ponosi. Zdaję sobie sprawę, że "Płyniemy na Horn" to zabawa konwencją, ale... chyba troszkę za daleko w tym pastiszu się posunęli. Albo może inaczej: jak na pastisz za poważnie - jak na poważną pieśń, zbyt wesoło.
Dobre wrażenie wraca przy "John Calaka", francuskiej (czy też francuskobrzmiącej, nie jestem to specjalistą) wersji szantowego standardu. Brawa za ten utwór!
Spośród autorskich utworów Lejków najbardziej podoba mi się "Barmanka". Może przez to piwo w refrenie? Pewnie tak.
Z "Pieśnią powrotów" historia jest ciekawa, bo za wzorzec dla polskiej wersji posłużyła tu na pewno piosenka "Return" wykonywana swego czasu przez grupę Kogoto. Oryginał jest pogańskim zaśpiewem "We All Comes To The Goddess". Czyżby grupa pragnęła w ten sposób pozyskać fanów (fanki?) w środowisku neopogańskim? Sporo tam ponoć nadobnych dziewoj...
Nie mam pojęcia skąd pochodzi "Erile", ale coś za wiele tam polsko-brzmiących słów. Ale całość jest w pełni przyswajalna.
Kiedy w piosence "Megi" pojawiają się nagle instrumenty (gitara, harmonijka ustna i tamburyn), to znaczy że zespół zaprosił gości. Brzmi to dość ciekawie. Jakby poszerzyć instrumentarium i wyciąć "ustny" bas, byłaby przyzwoita piosenka żeglarsko-folkowa. Gdyby... Wiem, wiem, to przecież zespół wokalny, nie ma sensu snuć takich myśli. Ale fajnie, że się zdecydowali na taki utwór.
Jeszcze większym eksperymentem jest tu piosenka "Ma kobita". Klawisze i akordeon to zaskakujący zestaw. Ciekaw jestem czy fani szant zaakceptują ten zestaw. Co ciekawe gościem jest tu Marek Makles, muzyk Daabu i Habakuka. Kolejny raz gratuluję odwagi.
Gitara i tamburyn powracają w "Hej Chłopaki", ale tu ta koncepcja sprawdza się gorzej, trochę za prosto to wychodzi.
Do końca płyty pozostał nam jeszcze bonus, czyli słynny "Parostatek" z repertuaru Krzysztofa Krawczyka. Powiem tylko, że to dobrze, że ktoś sięga nawet po tak kontrowersyjna piosenki wodniackie. Zwłaszcza że Leje Na Pokład zrobili tu bardzo stylową aranżację.
Jak na debiut fonograficzny płyta brzmi bardzo dobrze. Oczywiście jeżeli jesteście w stanie strawić kilkadziesiąt minut śpiewania w "stylu śląskim". Ja, mimo że nie jestem fanem takich brzmień, dałem radę i generalnie chwalę sobie czas spędzony z tym albumem.

Taclem